„Dennis Rodman. Powinienem być już martwy” powraca!

Już dziś długo wyczekiwana premiera! Wydawnictwo SQN zdecydowało się wznowić najbardziej odjazdową, pełną emocji i niezapomnianych przygód książkę. Autobiografia Dennisa Rodmana „Powinienem być już martwy” powraca! Przekonaj się, kogo napotkał na swojej drodze i jakie ma przemyślenia odnośnie życia i swojej kariery. Książkę możecie zamówić tylko w księgarni (LINK). Gorąco polecamy!

Na zachętę prezentujemy poniższy fragment:

Siedziałem tak w kącie na sofie. Od tłumu oddzielało mnie kilku ochroniarzy i stolik pełen karafek z rumem, lodu, szklanek, cytryn, limonek, mikserów i tym podobnych dupereli. Z drugiej strony siedział inny ochroniarz. Byłem uziemiony.

Cztery laski znowu pojawiły się za mną, robiąc swoje. Po pewnym czasie zaczęło to być nudne, bo wyglądało jak jakieś falujące, wijące się tło, a ludzie zamiast na nas mogli się równie dobrze gapić przez okno na przejeżdżające pociągi. Na ekranie w  kółko pokazywali reklamę rumu, wiecie z kim. Muzyka dudniła. Śliczna dziewczyna w krótkiej czarnej sukience bez ramiączek rozdawała nam podwójne shoty.

Ja, znowu w koszuli, już spokojny, zapaliłem cygaro, przyjmując kolejnych gości. Dzień jak co dzień – autografy, wspólne fotki, gadka szmatka z ludźmi, których ochroniarze i marketingowcy do nas przepuścili – znajomi, obcy, media. Wywiad dla jakiejś stacji telewizyjnej. Ja nawijam, oni nawijają. Stroboskop. Ludzie wchodzą i wychodzą. Laski. Faceci. Kobiety. Młodzi. Starzy. Żadnych leszczy. Nie każdy może podejść. Po lewej stronie jakaś niezła panna, brunetka, gapi się, kurwa, na mnie, ślini się, pożera mnie wzrokiem przez jakieś pół godziny bez przerwy – jestem pod wrażeniem koncentracji – aż w końcu się poddaje i wychodzi.

Jedna z tancerek pochyla się i krzyczy: „Dobrze się bawisz?”. „Jasne!”, ktoś przekrzykuje hałas. „Bo ja już, kurde, wymiękam”, odpowiada. To trochę, kurwa, szkoda.

Brakuje dziś w tym wszystkim jednej rzeczy. Kilka lat temu dziennikarz „New York Timesa” napisał, że był świadkiem, jak wypiłem dziewiętnaście shotów w ciągu czterech godzin, aż w końcu przestał liczyć. Wtedy starałem się traktować każdy dzień jak sylwestra albo ostatni dzień karnawału. Seks, alkohol, zabawa – tego nigdy nie było za wiele. Nie krzywdziłem nikogo poza samym sobą, więc co tam. Nie ma bólu, nie ma żalu, myślałem wtedy. Ale to już nie te czasy.

W październiku 2003 alkohol zaczął stawać na przeszkodzie rzeczom, na których zależało mi bardziej niż na balangach (nie mogę uwierzyć, że to powiedziałem). Zwierzę imprezowe zmieniło się w zwykłe stare zwierzę. Groziło mi, że stracę wszystko, jeśli nie okiełznam drzemiącej we mnie bestii.

A wszystko wydarzyło się – gdzieżby indziej – w Vegas.”

Facebook: idz.do/rodmanpodcastspecfb-premiera

Strona: idz.do/rodmanpodcastspecstr-premiera

Autobiografia Rodmana ponownie dostępna!

Wszyscy lubimy nietuzinkowe postaci, prawda? Również w świecie koszykówki nie brakuje osób, które zdecydowanie wyróżniają się z tłumu podobnych zawodników czy trenerów. Taką personą jest z pewnością Dennis Rodman. Wydawnictwo SQN wyszło naprzeciw oczekiwaniom kibiców i zdecydowało się na wznowienie tej kultowej dla fanów NBA książki!

Zamów książkę w przedsprzedaży na: idz.do/rodmanpodcastspec-przedsprzedaz

Fragment książki:

„To właśnie tam zrobiłem sobie też pierwszy tatuaż, co władzom NBA również się nie spodobało. Dziś już nawet nie wiem, ile ich jest, pewnie koło setki, na całych rękach, nogach, plecach, piersi, szyi, pokrywają jakieś trzy czwarte całego mojego ciała. Można z nich mniej więcej wyczytać historię mojego życia. Pierwszy był wizerunek mojej córki Alexis na lewym przedramieniu, jeden z kolejnych – po prawej stronie szyi – zrobiłem w hołdzie dla mojej obecnej żony, Michelle.

Wszyscy się wtedy jarali tymi fryzurami i  tatuażami. Dzięki wyznaczającemu nowe trendy Dennisowi Rodmanowi dziś nikt już nie zwraca na to uwagi. W wywiadzie dla „New York Timesa” powiedziałem: „Dziś nawet nudni biali kolesie mają tatuaże”. Nie wspominam o tych śliczniutkich młodych laskach z dobrych domów, które tatuują kwiatki na swoich śliczniutkich tyłeczkach.

Po latach nawet NBA zaczęła podchodzić do moich włosów z humorem. Kiedyś na ich stronie internetowej pojawiły się statystyki wygranych i przegranych meczów Spurs, w zależności od tego, jaki kolor włosów akurat miałem (zdecydowanym zwycięzcą był blond 35:14). Jeśli chodzi o tatuaże, to polecam książkę In the Paint: Tattoos of the NBA, według której wytatuowana jest ponad połowa ligi. Fajną kolekcję tatuaży ma Rasheed Wallace z Detroit. Fryzura? Cokolwiek przyjdzie wam do głowy. Ben Wallace, też z Detroit, zmienia uczesanie z meczu na mecz – raz ma gigantyczne afro (twierdzi, że nie obcinał włosów od pięciu lat), kiedy indziej bardzo obecnie popularne w NBA warkoczyki plecione przy głowie. Chyba Allen Iverson je wylansował.

Moje fryzury i tatuaże wkurzały wierchuszkę NBA, ale stanowiły też pierwszy krok do przeniesienia Dennisa Rodmana ze świata profesjonalnej koszykówki do masowej świadomości Amerykanów. Nie żeby mi na tym zależało. Nie szukałem sławy. Chciałem tylko być „Dennisem”.

O książce:

Dennis Rodman zawsze wyróżniał się jako jedna z najbardziej kontrowersyjnych osobowości w świecie sportu – niezależnie od tego, czy chodzi o udział w zdobyciu trzech tytułów mistrzowskich przez Chicago Bulls prowadzone do zwycięstw przez Michaela Jordana, czy o występ na promocji książki w sukni ślubnej (i pełnym makijażu)… Ekstrawagancki gwiazdor koszykówki nieustannie wzbudza emocje i regularnie gości na pierwszych stronach gazet.

Powinienem być już martwy to kronika wzlotów i upadków Dennisa Rodmana. Od myśli samobójczych i wewnętrznej przemiany na parkingu pod halą Detroit Pistons, przez szaleństwa w San Antonio Spurs, najlepsze lata kariery w Chicago Bulls, nieudane epizody w Los Angeles Lakers i Dallas Mavericks, aż po marzenia o powrocie do NBA. Od złych relacji z matką i siostrami, przez romans z Madonną, nieudane małżeństwo z Carmen Electrą, po trudny związek z Michelle Rodman… Powinienem być już martwy to historia walki z rywalami na parkiecie i zmagań z uzależnieniem poza nim. Unikalne spojrzenie na życie jednej z najbardziej niezwykłych gwiazd sportu.

 „Dennis Rodman. Powinienem być już martwy”
Autor: Dennis Rodman, Jack Isenhour
Premiera: 17.02.2021
Cena okładkowa: 39,99 zł
Liczba stron: 352

„Chicago Bulls. Krew na rogach” oraz „LeBron S.A. Sportowiec wart miliard dolarów” nominowane w plebiscycie na Sportową Książkę Roku!

Do końca stycznia można głosować na książki „Chicago Bulls. Krew na rogach” Rolanda Lazenby’ego i „LeBron S.A. Sportowiec wart miliard dolarów” Briana Windhorsta w plebiscycie na Sportową Książkę Roku 2020. Przy pełnej mobilizacji fanów koszykówki, publikacje te mają duże szanse na zwycięstwo w konkursie. Głosy na pozycję wydaną pod patronatem Podcastu Specjalnego można oddawać pod linkiem idz.do/fb_sportowa_ksiazka_roku.  

O książce „Chicago Bulls. Krew na rogach”:

Drużyna Chicago Bulls zdominowała rywalizację w koszykarskiej lidze NBA w latach 90. ubiegłego wieku. Najeżona gwiazdami ekipa, w barwach której czarowali Michael Jordan, Scottie Pippen czy Dennis Rodman kolekcjonowała mistrzowskie tytuły. Z czasem jednak znakomicie funkcjonujący mechanizm zaczął szwankować. Dlaczego?

Roland Lazenby stara się znaleźć odpowiedź na to pytanie. Poprzez osobiste rozmowy i wnikliwe śledztwo przedstawia złożony obraz tego, co działo się w szatni Chicago Bulls, ujawnia wewnętrzne napięcia i podziały.

Chicago Bulls. Krew na rogach” to niemal kompletna skarbnica wiedzy na temat schyłkowego okresu potęgi „Byków”. Dla fanów serialu „Ostatni taniec” stanowić będzie znakomite uzupełnienie. Dla wszystkich innych to z kolei szansa na nostalgiczną podróż w przeszłość.

O książce „LeBron S.A. Sportowiec wart miliard dolarów”:

LeBron James to postać, której fanom koszykówki przedstawiać nie trzeba. To jeden z najwybitniejszych zawodników w całej historii NBA i jednocześnie postać, której legenda wykroczyła już daleko poza sam sport.

„LeBron S.A. Sportowiec wart miliard dolarów” to opowieść o chłopaku, który już jako nastolatek trzymał w szachu trzech gigantów: Nike, Adidasa i Reeboka. W kolejnych latach, dzięki przemyślanemu działaniu i swojemu instynktowi dorobił się gigantycznej fortuny. Jego marketingowe posunięcia – jak chociażby to, związane ze słuchawkami Beats śmiało mogą być zamieszczane w podręcznikach jako przejawy geniuszu.

Jeżeli chcesz poznać kulisy negocjacji lukratywnych umów i strategię budowania wizerunku wielkiego mistrza – ta pozycja jest dla ciebie. Jak to możliwe, że pochodzący z „siedliska przemocy” chłopak stał się milionerem, zaangażowanym w tak wiele różnych branż: począwszy od gum do żucia, przez rowery, aż po przemysł filmowy? Odpowiedzi poznasz, czytając „LeBron S.A.”.

 Ponadto polecamy te i inne książki, które aktualnie znajdują się na wyprzedaży pod tym linkiem
idz.do/podcastspecjalny-wyprzedaz
. Serdecznie zachęcamy do zakupów!

Los Angeles Lakers – Złota Historia NBA! Drugie wydanie!

Historia NBA pisana purpurowo-złotymi zgłoskami.

Legendarni zawodnicy: Kobe Bryant, Shaquille O’Neal, Magic Johnson, Kareem Abdul-Jabbar, Wilt Chamberlain, Jerry West, George Mikan czy LeBron James. Wspaniali trenerzy: Pat Riley i Phil Jackson. 17 tytułów mistrzowskich i rekordowe 32 występy w wielkim finale. A wszystko to dzięki pieniądzom biznesmena z Ostrowca Świętokrzyskiego…

Świat koszykówki nie byłby tak fascynujący bez blisko 70-letniej historii Los Angeles Lakers. Marcin Harasimowicz stworzył pełną anegdot opowieść o dziejach tego zespołu, jego gwiazdach i największych rywalach. Co sprawiło, że napędzana przez LeBrona ekipa po 10-letniej przerwie wreszcie odzyskała mistrzowski tytuł? W jaki sposób genialny Amerykanin odmienił drużynę? Co sprawia, że mimo tylu sukcesów i milionów na koncie wciąż znajduje on motywację, by walczyć i wygrywać?

Dlaczego do George’a Mikana strzelano podczas meczu? Jak to możliwe, że jeden z zawodników Boston Celtics brał narkotyki, nawet siedząc na ławce rezerwowych? Który z Jeziorowców dorabiał, pracując w kancelarii prawniczej, a który miał stanąć do walki w ringu z samym Muhammadem Alim?

Ekscytująca podróż za kulisy wielkiego świata NBA, uaktualniona o trzy nowe rozdziały. Ekskluzywne wywiady z legendami Lakers i czołowymi dziennikarzami sportowymi ze Stanów Zjednoczonych. I liczne, często zaskakujące, polskie wątki. Pozycja obowiązkowa dla każdego fana koszykówki!

Link do sklepuhttp://idz.do/lakers-17mistrzostwo

Fragment książki:

13 kwietnia 2016 roku. Ostatni mecz Bryanta w NBA przeciwko Utah Jazz. Lakers do tego momentu wygrali zaledwie 16 spotkań i rozgrywają najgorszy sezon w historii. Wybrany z drugim numerem w drafcie D’Angelo Russell ostatecznie zasłynął w Los Angeles głównie tym, że nagrał kolegę z zespołu Nicka Younga opowiadającego, jak zdradził swoją ówczesną partnerkę Iggy Azaleę, co oczywiście doprowadziło do rozpadu związku. Kobe już nie pasował do tego świata – leniwych, rozpuszczonych gwiazdeczek zupełnie innego pokolenia…

Mimo to atmosfera w Staples Center przypominała tę, gdy Los Angeles Lakers wygrywali mecz numer siedem z Boston Celtics w 2010 roku, a Kobe Bryant sięgał po statuetkę najlepszego zawodnika Finałów. Obecny zespół dawno odpadł z walki o awans do playoffów, ale tego dnia nie miało to żadnego znaczenia. Nikt nie przeżywał koszykarskich emocji, lecz nostalgię związaną z pożegnaniem ikony sportu. Ponad 20 tysięcy kibiców przyszło złożyć hołd swojemu idolowi, a drugie tyle czekało na zewnątrz lub oglądało mecz w pobliskich pubach i restauracjach. Bilety rozeszły się już dawno. Klub wydał nawet kilka dni wcześniej oficjalne ostrzeżenie przed oszustami podrabiającymi wejściówki i sprzedającymi je w internecie. Przed Staples Center oferowano nam bilet – normalnie wart 70 dolarów – za 7500!

Tego dnia oczy Hollywood i świata sportu zwrócone były na to, co działo się w hali Lakers. Przyszedł Jack Nicholson, którego w tym sezonie rzadko oglądano na meczach, amerykański hymn na basie odegrał Flea z Red Hot Chili Peppers, inny wieloletni fan miejscowej drużyny. Każdy z kibiców dostał pamiątkową koszulkę z napisem „Mamba Day” – nawiązującą do przydomka koszykarza: „Czarna Mamba”. Ci, którzy kupili bilety na miejsca przy parkiecie – kosztujące po kilka tysięcy dolarów – wrócili do domów z miniaturkami (latającymi!) helikoptera, którym Bryant zwykł przylatywać na mecze. Jakże złowieszczo się teraz wspomina ten gest…

Jeden z kolegów zrobił Bryantowi kawał, umieszczając obok jego szafki książkę Poczet seryjnych zabójców. Kobe oczywiście zawsze miał opinię zabójcy na parkiecie, bezwzględnie wykorzystującego wszystkie potknięcia rywali. Dzięki temu zdobył jednak pięć mistrzowskich tytułów i nawet przemawiający na środku parkietu przed rozpoczęciem spotkania Earvin „Magic” Johnson nazwał Bryanta „najlepszym koszykarzem w historii klubu”. To piękny gest innej wielkiej legendy, także pięciokrotnego mistrza. Na podobny zdobyły się władze miasta, zmieniając nazwę pobliskiej stacji metra z Pico Station na Kobe Station. Lakers podarowali mu imponujący pierścień z pięcioma wielkimi diamentami (liczba tytułów) oraz dwudziestoma mniejszymi (liczba rozegranych sezonów). To się nazywa prezent na pożegnanie!

W trakcie meczu na telebimie wyświetlano życzenia i pochwały od najlepszych koszykarzy, ale także gwiazd show biznesu, takich jak Taylor Swift, Ice Cube, Justin Timberlake, czy nawet… Justin Bieber, którego publiczność wygwizdała. Podobnie jak Kanyego Westa i jego żonę Kim Kardashian. Na graczy Lakers wyjątkowo nie gwizdano, chociaż mieli za sobą najgorszy sezon w historii.

Kobe zaczął słabo, pudłując trzy pierwsze rzuty, ale później trochę się rozkręcił, a każdy jego punkt wzbudzał gigantyczny entuzjazm w Staples Center. W pierwszej kwarcie zdobył ich 15 i widać było, że chce się pożegnać w wielkim stylu. Co ciekawe, na początku drugiej kwarty uciął sobie przyjacielską pogawędkę z siedzącym w pierwszym rzędzie Shaquille’em O’Nealem. Kiedyś wspólnie zdobyli trzy tytuły, później nie mogli nawet na siebie patrzeć, a teraz zachowywali się jak starzy kumple. Taki był jednak wtedy Bryant – uśmiechnięty i w pełni pogodzony z losem. „Zmienił się z kąsającej Mamby w ambasadora koszykówki na świecie”, jak to najlepiej ujął Phil Jackson.

Wynik meczu nikogo nie interesował, więc Kobe rzucał, kiedy chciał i ile się tylko dało, bo dokładnie tego oczekiwali kibice. W połowie trzeciej kwarty miał 35 punktów, ale też i ponad 30 oddanych rzutów. Gdy przekroczył 40 punktów – wrzawa przypominała już zacięte spotkania, które przez lata toczył w playoffach. Jazz przez cały czas mieli bezpieczną, około 10-punktową przewagę. Ta jednak zaczęła topnieć wraz z kolejnymi popisami strzeleckimi Bryanta. Kobe wpadł w trans, nie spudłował ani jednego rzutu w ostatnich pięciu minutach, zdobywając w tym czasie 15 punktów i dając Lakers 17 zwycięstwo w sezonie. Niby nic nieznaczące, ale… Notując 60 punktów i wygrywając, zszedł z koszykarskiej sceny jak nikt nigdy wcześniej. „To był najlepszy pożegnalny występ w historii sportu”, skomentował podekscytowany Magic Johnson. Owacjom nie było końca. Wszyscy zachowywali się, jakby Lakers właśnie zdobyli mistrzostwo. Nawet koszykarze oblali Kobego szampanem w szatni. „Gdyby ktoś powiedział mi, że mistrzostwo w ostatnim sezonie nie wchodzi w grę, to tak wyobrażałbym sobie perfekcyjne pożegnanie”, powiedział szczęśliwy Bryant, który na ostatnią konferencję prasową przyszedł w spoconej i mokrej od szampana koszulce. „Nie zdejmę jej szybko!” – zastrzegł szczęśliwy. Raz jeszcze dał wszystkim show, do jakiego tylko on jest zdolny.

 

Autor: Marcin Harasimowicz

Data wydania: 19 listopada 2020

Liczba stron: 424

Okładka: Miękka ze skrzydełkami

Chicago Bulls – Krew Na Rogach

Ekipa Chicago Bulls, która w latach 90. ubiegłego wieku kolekcjonowała mistrzowskie tytuły ligi NBA na dobre zapisała się w historii sportu. Okres jej dominacji wspominany jest jako „złota era” koszykówki i do dziś wspominany z nostalgią i rozrzewnieniem. Potęga tej ekipy z czasem jednak straciła swój blask. Dlaczego tak się stało? Wyjaśnić to próbuje książka „Chicago Bulls. Krew na rogach” Rolanda Lazenby’ego, która 29 lipca ma swoją oficjalną premierę.

„Krew na rogach” to nie tylko opowieść o sukcesach ekipy Byków, ale i głęboki wgląd w to, co działo się w jej środku. Jak z pozoru niewielkie zgrzyty doprowadziły ostatecznie do upadku zespołu? Czy znaleźć można winowajcę takiego stanu rzeczy? Czytając tę pozycję poznacie odpowiedzi na te pytania.

Posłowie do książki, specjalnie na potrzeby polskiego wydania przygotował sam autor, rozświetlając w nim niektóre wątki poruszone w serialu „Ostatni taniec”.

 Fragmenty książki:

Jordan odpowiedział na serię porażek największą do tamtej pory zdobyczą punktową w sezonie – zgromadził ich 49 przeciwko Clippers (zarazem po raz 150. w karierze przekroczył w meczu granicę 40 punktów). Jego świetny występ został przyćmiony przez fakt, że przeciwnikiem był bardzo słaby zespół z Los Angeles, a Bulls potrzebowali dwóch dogrywek, żeby się uporać z rywalami. Liczył się jednak końcowy rezultat, a Byki nie osiągnęłyby go, gdyby pod koniec pierwszej dogrywki Jordan nie zdobył punktów w swoim stylu po tym, jak wcześniej spudłował z rzutu wolnego.

Clippers, którzy w 12 meczach dochrapali się raptem jednego zwycięstwa, wygrywali 102:100 na 15,7 sekundy przed końcem spotkania. Jordan został sfaulowany, ale nie wykorzystał pierwszego rzutu wolnego. Gdy druga próba również odbiła się od obręczy i piłka poleciała na zewnątrz, Michael wyskoczył do zbiórki, cofnął się o kilka kroków i minął dwutaktem kryjącego go Brenta Barry’ego z Clippers. W drugiej dogrywce Jordan zdobył wszystkie dziewięć punktów dla Chicago (łącznie zaliczył 13 punktów z rzędu) i poprowadził zespół do wygranej 111:102.

Po meczu dziennikarz „Daily Herald” Kent McDill zauważył Pippena siedzącego samotnie w szatni. „Obok niego było puste krzesło – wspominał – więc po prostu podszedłem się przywitać, sprawdzić, jak się miewa i kiedy chce wrócić do gry. Zapytałem go konkretnie, w którym spotkaniu widziałby siebie znów na parkiecie. A on rzucił: »Nie zamierzam już grać w Bulls«. Ron Harper, który stał obok Pippena, spojrzał na niego i rzucił jakiś uszczypliwy komentarz, Scottie zaś roześmiał się i dodał: »Mam dość tego, jak jestem tutaj traktowany. Nie chcę grać w żadnym klubie, w którym jest Jerry Krause, w żadnej organizacji, którą ten człowiek reprezentuje. Nie będę pracować dla Jerry’ego Krause’a«. Powiedział parę zdań w tym guście, a potem zaczęli żartować z Harperem, gdzie obaj wylądują, dla którego klubu będą grać i tak dalej. W końcu Scottie znów spojrzał na mnie i rzucił wprost: »Chcę transferu«”.

***

Pierwsza zapowiedź niebezpieczeństwa pojawiła się w momencie, gdy Jackson pozostał niewzruszony wobec złożonej późno oferty Reinsdorfa dotyczącej pozostania trenera w klubie na kolejny sezon. „Rozmawialiśmy z Jerrym o złożeniu mu propozycji – przyznał Krause. – Czy przetrwałbym z Philem następny rok? Owszem. Dla dobra klubu. Nie mogły mu zaszkodzić moje osobiste stosunki z Philem. Chociaż stały się naprawdę zwariowane. Z pewnością nie było już między nami ciepłych uczuć. Ale byliśmy w stanie to zrobić. Mogliśmy pracować ze sobą przez kolejny sezon. Nikt mi nie powie, że nie jestem człowiekiem, który stawia na pierwszym miejscu dobro klubu”.

Jackson powiedział Rickowi Telanderowi, że był gotów dalej pracować w Bulls, gdyby management poprosił go o pozostanie na miejscu, dopóki Jordan nie zakończy kariery. „Ale taka propozycja nigdy nie padła” – stwierdził szkoleniowiec. Krause przygotował listę obejmującą pół tuzina kandydatów, którzy mogliby zastąpić Jacksona – jedyny warunek był taki, żeby następnego trenera Bulls nie reprezentował żaden agent.

Czy generalny menedżer rzeczywiście myślał, że jest w stanie się cofnąć i zacząć od nowa? Że uda mu się ponownie sprawić, że pojawi się ta sama magia? Odpowiedź na to pytanie kryła się w krótkim, pełnym pychy komentarzu Krause’a po tym, jak w Salt Lake City Jordan oddał swój wspaniały rzut i zapewnił drużynie szósty ligowy tytuł. „Jerry i ja zrobiliśmy to sześć razy” – powiedział menedżer Bulls Philowi Rosenthalowi z „Sun Times”. Była to ostatnia fałszywa nuta melodii, którą Krause wygrywał od października poprzedniego roku – to kluby zdobywają mistrzostwa.

Oczywiście mylił się. To zawsze byli i nadal są Chicago Bulls Michaela Jordana. I nigdy się to nie zmieni.

O książce:

Od wiecznie przynoszącego straty zespołu, który planowano nawet przenieść do innego miasta, po niepodzielnego dominatora ligi. Chicago Bulls w ciągu kilku lat zaliczyło niesamowitą metamorfozę, a jej centralną postacią był Michael Jordan.

Sezon 1997/1998 przyniósł „Bykom” szósty tytuł mistrzowski. Naszpikowana gwiazdami ekipa, na czele z Michaelem Jordanem po raz kolejny potwierdziła swój niesamowity status. Droga po ten tytuł była jednak trudna i wyboista. Zespół jątrzyły wewnętrzne podziały, a sama ekipa znalazła się na krawędzi upadku.

Dlaczego do tego doszło?

Roland Lazenby dzięki dziesiątkom osobistych rozmów z członkami ówczesnej ekipy Chicago Bulls stara się znaleźć odpowiedź na to pytanie. Czy winna była batalia o przejęcie kontroli nad drużyną? A może różnice charakteru liderów, które od drobnych rys na nieskazitelnym obrazie klubu przerodziły się w pęknięcia, doprowadzające do rozpadu? Powstała ponad dwie dekady temu książka, zaktualizowana przez autora specjalnie na potrzeby polskiego wydania daje kompleksowy obraz tego, co działo się wewnątrz grupy.

Wyruszcie w podróż w przeszłość. Raz jeszcze zatopcie się w kapitalnej grze Jordana, Scottiego Pippena i Dennissa Rodmana. Wspomnijcie lata wielkości Chicago Bulls i emocje z nimi związane. A przy okazji – sami poszukajcie odpowiedzi.

Autor: Roland Lazenby

Data wydania: 29 lipca 2020

Cena okładkowa: 49,99zł

Liczba stron: 528

Link do sklepu: http://www.idz.do/krewnarogach-swiatkoszykowki