Houston Rockets chyba zapomnieli jak się wygrywa. Gdzie ta energia, która prowadziła "rakiety" do 22 zwycięstw, pod rząd, w sezonie zasadniczym? Wygląda na to, że uciekła w nieznanym kierunku. Rockets po raz drugi ulegli ekipie z Salt Lake City. W dodatku przegrali po raz drugi na własnym parkiecie. Zwycięstwo Jazz przypieczętował Kyle Korver, który na 20 sekund trafił za dwa punkty. Mecz zakończył się wynikiem 90 – 84 (dla Jazz)
T-Mac, w tym meczu zdobył, 23 punkty, 13 zbiórek i 9 asyst. Grał przez 43 minuty, a narzekał że pod koniec spotkania brakowało mu sił.
"I had no legs. I was on empty.Banging with Matt Harpring, trying to rebound, trying to makeplays for my team, trying to score, playing 43 minutes. That's a lot."
Seria przenosi się do Utah, tak więc może być sweep. W sezonie przegrali tylko cztery razy u siebie, wygrywając 37 spotkań. Szkoda, w zeszłym roku mieliśmy więcej emocji w pojedynku tych dwóch zespołów.
Washington Wizards muszą myśleć co mówią. Zwłaszcza w kierunku LeBrona Jamesa. Król po raz kolejny udowodnił, że mówienie o jego umiejętnościach, w negatywny sposób, źle się kończy. 30 punktów, 12 asyst, 8 zbiórek, to dorobek Jamesa, w tym spotkaniu, wygranym oczywiście przez Cavs. 30 punktów różnicy to najlepszy wynik w historii Cavs (w PO).
Mecz numer trzy w stolicy USA. Może być nerwowo. Ciekaw jestem, czy stać na coś więcej ekipę Wizards i ich naczelnych pyskaczy, czyli DeShawna Stevensona oraz Gilberta Arenasa. Póki co, LeBron jest ponad to.
