Vince Boryla – Pierwszy czy nie?

Podczas wyprawy do Paryża udało mi się porozmawiać z kilkoma ciekawymi postaciami bezpośrednio związanymi z NBA. Wśród nich był Kiki VanDeWeghe (wiceprezydent ds. operacji koszykarskich w NBA a.k.a. człowiek od kar w NBA), które udało mi się zaczepić w korytarzu wiodącym na parkiet hali AccorHotels Arena. Dosłownie kilka minut przed pierwszym gwizdkiem Bucks – Hornets ucięliśmy sobie małą pogawędkę.

Tematem przewodnim rozmowy były oczywiście sprawy teraźniejsze, tj. jak to jest wlepiać kary graczom NBA, z którymi nie do końca Kiki prywatnie się zgadza. Jak powiedział z uśmiechem na ustach, taryfikator ustala ten facet w okularach”. Kiki tylko wprowadza go w życie.

Zagaiłem również na temat GM Nuggets polskiego pochodzenia Vince’a Boryla, który wytransferował Kiki’ego VanDeWeghe do Portland Trail Blazers. Spytałem, jak wspomina on tamto wydarzenie, które wtedy wydawało się karkołomnym błędem. W odpowiedzi usłyszałem:

Bolało, ale patrząc na to z perspektywy czasu, był to świetny ruch. Dla Nuggets to dalej wspominana postać”

VanDeWeghe spytał mnie, jak wygląda pamięć o VB w Polsce. Odpowiedziałem, że jest. Nie chciałem już wspominać, że jestem autorem prawdopodobnie pierwszego materiału o VB. Zero chwalenia się, ale to wielka szkoda, że postać, być może pierwszego Polaka w NBA w dodatku grającego w pierwszym meczu gwiazd jest nie tyle, co zapomniana, co nieznana. Dlatego zapraszam do lektury!

Vince Boryla – drugi Polak w NBA?

źródło: Denver Post

Latem 2013 roku najgorętszym newsem w Polsce związanym z NBA była informacja o zatrudnieniu Rafała Jucia na stanowisku międzynarodowego skauta Denver Nuggets. Rafał został najmłodszym skautem w historii NBA i do dziś pracuje dla drużyny. Nie jest jednak pierwszą osobą z polskim rodowodem związaną z Samorodkami z Kolorado.

Wincent Józef Boryla urodził się 11 marca 1927 roku w East Chicago w stanie Indiana. Od najmłodszych lat przejawiał wiele sportowych zainteresowań, jednak koszykówka była jego ulubioną dyscypliną. Członkowie rodziny nawet żartowali, że to efekt doskonałego połączenia genów rodziców. Vincent Stanley Boryla zajmował się murarstwem i delikatnie mówiąc, był słusznej postury – dysponował siłą fizyczną wyrobioną przez lata pracy w zawodzie. Matka chwytała się każdego zajęcia, które wspomogłoby domowy budżet. Taka mieszanka genów zapowiadała świetnego sportowca.
Ta przepowiednia zaczęła się realizować już w Washington High School, w której Boryla grał znaczącą rolę. Jego występy dla lokalnych Senators zagwarantowały mu spore zainteresowanie ze strony szkół wyższych. Wybrał Notre Dame, w której jako debiutant został rekordzistą w kategorii zdobytych punktów w historii programu. Jego występy przerwała służba wojskowa, jednak to właśnie tam zakochał się w Kolorado.

W latach 1946–48 Boryla służył w siłach powietrznych USA i stacjonował w bazie Lowry Field w Denver. Podczas swojego pobytu w wojsku został członkiem Denver Nuggets, którzy występowali w Amateur Athletic Union jako 100-procentowi amatorzy (zawodnicy pracowali dla firm sponsorujących drużyny lub pracowali na etat, grając w wolnym czasie). Nuggets z Borylą, Ace’em Gruenigiem i grającym trenerem Jackiem McCrackenem szybko stali się diamentem amatorskiego sportu. Jak twierdzą lokalni historycy, to właśnie ci niezawodowi Nuggets z lat 1946–50 powinni być traktowani jako protoplaści dzisiejszego klubu.

Po zakończeniu służby wojskowej rodzice starali się wywrzeć na synu presję, by powrócił do rodzinnego stanu. Wspomagała ich w tym uczelnia Notre Dame, która wysyłała listy przypominające o powrocie na studia. Boryla nie chciał sprawiać nikomu przykrości, a na pewno nie rodzicom, ale Kolorado stanowiło dla niego błyszczący samorodek koszykówki. Dla Vince’a wybranie go do kadry USA na igrzyska olimpijskie w Londynie było zatem niczym zbawienie – pozwoliło uciec od presji i bardziej zastanowić się nad swoją przyszłością. USA wygrały turniej koszykówki bez najmniejszych problemów, z Londynu przywiozły złoty medal.

Kilka tygodni później Vince zdecydował, że pozostanie w Kolorado, i zapisał się na University of Denver, w którym pokazał znaczny progres w porównaniu z jego i tak niezłymi występami w Notre Dame. Notujący prawie 19 punktów na mecz „Vinnie” został wybrany do najlepszej piątki graczy uniwersyteckich w 1949 roku. Jego rzut z dystansu był bardzo dobry, a leworęczny hak – nie do zatrzymania. Boryla już w szkole średniej zauważył, że więksi obrońcy i gracze dysponujący większym zasięgiem ramion mają potężny problem, by zablokować taki rzut. Wówczas zawodnik o wzroście 196 centymetrów, który opanował takie zagranie, był jak Stephen Curry w gazie rzucający 15 celnych trójek z 10. metra. Gracze pokroju George’a Mikana byli rzadkością i z marszu dominowali przeciwników.

Tuż po zakończeniu studiów Boryla starał się o angaż w ABA, jednak nie został wskazany w drafcie. Wszyscy jego koledzy z NCAA zostali wybrani, a na liście 75 zawodników nigdzie nie widniało jego nazwisko. Dopiero kilka dni po zakończeniu draftu Boryla dostał kontrakt w New York Knicks.

(Tutaj warto wspomnieć o innym polskim akcencie. Nasz pierwszy Polak w NBA, czyli Lee Knorek, oficjalnie zakończył swoją grę w barwach Knicks 8 grudnia 1949 roku, kiedy to klub sprzedał go do Baltimore. Knorek rozegrał w Bullets mecz i został podejrzany o symulowanie kontuzji. Postać Vince’a Boryli doskonale pasuje jako kontynuacja polskiej karty historii w annałach NBA).

Boryla był jednym z pięciu debiutantów występujących w barwach NYK. Szybko wkomponował się w plan ofensywny trenera Joe Lapchika. Teraz powiedzielibyśmy, że ówczesne Knicks to plusowa drużyna, która ma dobry balans ataku z obroną. Plan Lapchika zmusił Borylę do zmiany pozycji, co wzbudziło wiele obaw. To w polu trzech sekund Boryla czuł się najlepiej, to tam zaskakiwał przeciwnika swoim kąśliwym hakiem z lewej ręki.

Jednak ta zmiana wyszła naszemu rodakowi na dobre. Boryla stał się ważnym trybem w maszynie trenera Lapchika. Dzięki swojej sile fizycznej i nieustępliwości w walce na zbiórce zyskał przezwisko „Moose”. VB rozegrał w sumie pięć sezonów w Knicks – zagrał w pierwszym meczu gwiazd NBA (1951) oraz wystąpił w dwóch finałach NBA (1951, 1953). Jego kariera dobiegła końca w 1954 roku za sprawą kontuzji lewego nadgarstka.

źródło: NBA History @ Twitter

Rok później Boryla chciał spróbować swoich sił jako trener i został głównym szkoleniowcem Knicks. Niestety w ciągu trzech sezonów pracy drużyna nie awansowała do play-offów. Po 165 spotkaniach Boryla zrezygnował z funkcji trenera.

„Czułem, że jako generalny menadżer mogłem spełnić się bardziej niż jako trener. Może to przez mój wiek, bo miałem wtedy dopiero 29 lat. Jeszcze jako zawodnik Knicks przewidywałem, że to jest rzecz, w której będę czuł się najlepiej. To trochę jak z moim hakiem, nad którym pracowałem latami. Wiedziałem, że będzie to mój największy atut, jeśli doprowadzę go do perfekcji. To samo dotyczyło wizji budowania organizacji” – wspominał Boryla w wywiadzie dla „Denver Post” w 2012 roku.
Pierwszą miejscem pracy Boryli była (oczywiście) organizacja New York Knicks. Ten krótki epizod pozostawił wątpliwości co do umiejętności VB. To spowodowało, że wycofał się z zawodowej koszykówki. Swoje marzenia o budowaniu idealnej organizacji przeniósł na biznes i po ucieczce z Nowego Jorku do Kolorado stał się prominentnym biznesmenem wspierającym na odległość koszykówkę w Denver.

Jednak ciągnie wilka do lasu. W maju 1984 roku Vince Boryla otrzymał posadę generalnego menadżera Denver Nuggets. Część opinii publicznej spodziewała się podobnego rozwoju spraw jak ponad 20 lat wcześniej, ale sukces w biznesie prowokował pytanie: „A co, jeśli ten facet się czegoś nauczył?”.

Nie tylko nauczył się, ale również przestał być ostrożny i zachowawczy. Ta szkoła ryzyka na pewno wzięła się z biznesu. Jego pierwszą decyzją po objęciu funkcji był głośny transfer z Blazers, który początkowo podawał w wątpliwość rozsądek nowego menadżera Nuggets. Gwiazda Samorodków, Kiki Vandeweghe, została oddana za Wayne’a Coopera, Fata Levera, Calvina Natta i dwa wybory w draftach 1984 i 1985.

Vandeweghe (obecnie wiceprezydent do spraw koszykarskich NBA) był wtedy po czterech sezonach w lidze i po raz drugi z rzędu został wybrany do Meczu Gwiazd. Rozgrywał swój najlepszy sezon w karierze, więc grupa nowo przybyłych graczy miała nigdy nie dać drużynie tyle, ile dawał Kiki. Stało się inaczej. Kiki grał dobrze, jednak nie był to ten poziom. Po trzech sezonach Blazers oddali go do Knicks.

źródło: New York Times

Cooper, Lever i Natt stali się najważniejszymi czynnikami w tzw. drugiej złotej erze Nuggets. W pierwszym sezonie po głośnej wymianie wygrali 52 mecze i przeszli przez play-offy jak burza. Ich sny o finale NBA przekreślili Los Angeles Lakers.

Boryla za swój wręcz kaskaderski wyczyn w sezonie 1984/85 otrzymał nagrodę Executive of the Year. Pokazało to, jak bardzo w ocenie jego poczynań mylili się ówcześni eksperci. A trzeba wspomnieć, że poprzeczka po poprzednim GM-ie Nuggets (Carlu Sheerze) była zawieszona naprawdę wysoko. Nie tylko w kontekście ludzi, ale również sposobu pracy, które za czasów Boryli zmieniły się o 180 stopni.

Współpraca z Nuggets trwała do 1987 roku. VB opuścił stanowisko i nie wrócił już do pracy w żadnej organizacji. Biuro w McNichols Sports Arena zamienił na stare śmiecie, czyli handel nieruchomościami. Po cichu dalej udzielał się jako mecenas sportu w Kolorado.

Vince Boryla zmarł 27 marca 2016 roku. Miał 89 lat.|

Tekst ukazał się w magazynie Magic Basketball (#3). Publikacja za zgodą redakcji.