Pelicans z #1 draftu 2019!

Pierwszy draft po reformie procentowego „udziału” w wylosowaniu pierwszego prawa wyboru w drafcie, był mocno zaskakujący. Knicks, Bulls, Cavs spadli ze swoich pewnych pozycji. Matematyka sprawiła sporego psikusa „wypluwając” jedynkę draftu dla Pelicans!

Oto pełna kolejność Loterii Draftu 2019:

1.New Orleans Pelicans
2.Memphis Grizzlies
3.New York Knicks
4.LA Lakers
5.Cleveland Cavaliers
6.Phoenix Suns
7.Chicago Bulls
8.Atlanta Hawks
9.Washington Wizards
10.Atlanta Hawks (od Mavericks)
11.Minnesota Timberwolves
12.Charlotte Hornets
13.Miami Heat
14.Boston Celtics (via Kings)

Darius Bazley, Emoni Bates i rzeżucha

DZe3OlaV4AA__XZ.jpg_large

To początek eksperymentu o, którym dużo rozmawialiśmy w ostatnich Podcastach Specjalnych Live. Pierwszy krok, by postawić się „żądnej pieniędzy” NCAA otwierając alternatywną ścieżkę rozwoju dla najlepszych koszykarzy prosto ze szkoły średniej.

Poznajcie Dariusa „Rzeżuchę” Bazley’a, którą na pewno będziemy (ja na pewno) bacznie obserwować w G – League.

 

Jak doniósł Shams Charania, Bazley zrezygnował z gry w NCAA, by tuż po osiemnastych urodzinach (w grudniu 2018) podpisać umowę z jednym z klubów G – League. Bazley zajmuje 9. miejsce w rankingu ESPN i przez wielu ekspertów był i w zasadzie dalej jest jako jeden z topowych wyborów w drafcie NBA w 2019 roku. Niski skrzydłowy po Princeton High School na pewno będzie musiał wiele razy zderzyć się ze ścianą seniorskiej koszykówki i nawet poziom G – League może być dla niego sporym wyzwaniem.

Jednak będzie to pierwszy w historii zawodnik, który postanowił zrezygnować z gry dla uczelni (Bazley zdecydował się grać dla Syracuse), by skrócić swoją drogę do profesjonalnego basketu przez G – League. Wcześniej Emmanuel Mudiay (via Chiny) i Brandon Jennings (via Włochy i spotkania z aktywnym jeszcze wtedy Shawnem Kempem!) byli tymi pierwszymi, którzy nie z konieczności, lecz z wyboru wybierali odczekanie roku przed zgłoszeniem się do draftu. Teraz Mudiay stara się odzyskać zaufanie w barwach Knicks, Jennings spóźnił się na własny draft i to w zasadzie podstawowy high-light jego kariery. Tak słowem podsumowania, jak alternatywne ścieżki potrafiły popsuć szyki dobrze zapowiadającym się młodym talentom…

Mudiay i Jennings to też ludzie z przezwiskiem „rzeżucha”. Z tą różnicą, że wirtualna. Ciężko było obserwować na żywo ich postępy poza USA. Oczywiście, jeśli można nazwać to kategori „postępu”.

W tym przypadku mamy szansę obserwować od dnia zero to, co będzie z niego robiła praca w G – League. Bazley jest naprawdę świetnie zapowiadającym się niskim skrzydłowym, który w wieku 17 lat potrafi dużo więcej niż całe Sacramento Kings (przepraszam, musiałem).

Złośliwi powiedzą, że to też jest skok na kasę. „Przecież w G-League się też zarabia”. Robi się to przynajmniej legalnie i można założyć, że proces przeniesienia się tej klasy debiutanta na zawodowe parkiety nastąpi bardziej płynnie niż ma to miejsce w starym dobrym stylu. – One and done!

Pozostaje czekać i obserwować co z tej „rzeżuszki” wykiełkuje. Bo jeśli się to uda może stać się, jak to powiedział sam zainteresowany, ten sposób walki o NBA może stać się powszechnym trendem. Jeśli tak się stanie to prospekty przyszłości, jak Emoni Bates – (14-lat, wingspan marzeń, kontrola piłki, bajka) i reszta będą tylko na tym korzystać.

Junacy rocznik 2009

Tak przedstawia się Draft 2009.

Pierwsza runda

Druga runda

via HoopsWorld

Zaskoczenia ? Raczej brak. Dziwi trochę wybór Minnesoty. Rubio i Flynn to, zdaniem ekspertów, dwóch najlepszych rozgrywających w Drafcie. David Kahn może żałować takiego wyboru, chociaż w obecnej sytuacji, w jakiej jest Timberwolves trzeba eksperymentować. T’wolves wybrali jeszcze Ty’a Lowsona, jednak ten szybko zmienił barwy klubowe i został oddany do Nuggets w zamian za wybór „samorodków” w pierwszej rundzie Draftu 2010. Krążą plotki, że Rubio przez rok, dwa, pozostanie w Hiszpanii. Przynajmniej tak twierdzi jego ojciec. Czyżby chłód w Minnesocie wystraszył pierwszego zawodnika urodzonego w latach 90-tych ?

Innym zaskoczeniem są picki Sama Younga oraz DeJuana Blaira z uczelni Pittsburgh. Memphis Grizzlies i San Antonio Spurs mogą sporo zyskać wybierając tych dwóch zawodników, którzy mieli zostać wybrani po środku pierwszej rundy. Mogą to być dwa największe „steale” tegorocznego draftu. Mogą, ale nie muszą.

W parze z wyborami przyszłych gwiazd ligi NBA idą transfery. W tym roku nie mogło być inaczej. Głównie były to rotacje pomiędzy prawami do „draftowiczów”. Jednym z dwóch transferów, nazwijmy to, personalnych w NBA były wymiany pomiędzy Knicks i Grizzlies (Richardson za Milicica) oraz pomiędzy Portland i Sacramento (Sergio Rodriguez, prawa do Jona Brockmana za prawa do Jeffa Pendergrapha)

Hej młody junaku! (cz.4)

 W poprzednich odcinkach tego cyklu, starałem się Wam przybliżyć sylwetki pierwszej czternastki tegorocznego draftu. Teraz pora na zawodników, którzy zostali wybrani z dalszymi numerami, ale mogących wywrzeć większy wpływ na swoje drużyny, bardziej niż czołowe "picki".

 #27 Memphis Grizzlies

 Darrell Arthur (Forward)

 Wieczór Draftu będzie Arthurowi snił się po nocach. Początkowo Arthur miał zostać wybrany, zdaniem specjalistów, w okolicach numerów 8 – 10. Jednak wylądował na 27 miejscu. Wybór numer 27 należał początkowo do New Orleans Hornets, jednak Ci zamienili się z Portland Trail Blazers. Blazers woleli nie ryzykować i oddali prawa do Arthura do Houston Rockets, w zamian otrzymując prawo do Nicolasa Batuma (25 numer Draftu 2008). Rakiety również nie chciały podjąć ryzyka, oddając naszego bohatera do Memphis Grizzlies, w zamian za prawa do Donte’ Greene’a. Dzień po Drafcie wyjaśniła się sprawa, domniemanych kłopotów zdrowotnych Arthura. Wszystko jest sprawką Clartinu, leku na alegrię, który powodował, takie a nie inne, wyniki badań krwi, które wskazywały na kłopoty z nerkami. Skoro wszystko już jest wyjaśnione, Hornets, Blazers i Rockets, mogą pluć sobie w brodę, że oddali Power Forwarda z uczelni Kansas. Arthur dobrze gra w obronie, bardzo dobrze kozłuje jak na wysokiego zawodnika. Jednak jego podstawowym problemem są faule. W ciągu zeszłego sezonu Arthur nazbierał ponad 110 przewinień osobistych, z czego większość z powodu skakania do każdego bloku. Moim zdaniem Arthur może być taki sleeperem w tym roku. Swoją formę zaczął pokazywać w Lidze Letniej w Las Vegas. W pierwszym spotkaniu Memphis spotkali się z New Orleans Hornets, Arthur zdobył w tym spotkaniu 18 punktów. Do tego dołożył przewinień (w całym turnieju ma już 26).

 #37 Milwaukee Bucks

 Luc Richard Mbah a Moute (Forward)

 Mbah a Moute będzie dobrze pasował do polityki gry Scotta Skilesa. Dobry, konsekwentny obrońca z nieprawdopodobnym zasięgiem ramion. W ofensywnej grze Luca Richarda brakuje konsekwencji i zachowania serii. Może powodem takiego stanu rzeczy, jest fakt iż Mbah a Moute stosunkowo późno rozpoczął swoją przygodę z koszykówką. W swoim pierwszym spotkaniu w Vegas, gracz UCLA zanotował 4 punkty (trafiając tylko dwa rzuty na siedem prób) oraz 7 zbiórek.

 #40 New Jersey Nets

 Chris Douglas – Roberts (Guard)

 Podobnie jak wcześniej wspomniany Darrell Arthur, Chris Douglas – Roberts może być sleeperem drugiem rundy tegorocznego draftu. Ten rzucający obrońca z uczelni Memphis, mimo braków fizycznych może za kilka lat rzucić całą ligę na kolana. Wszystko za sprawą jego szybkości oraz umiejętności znajdowania sobie drogi do kosza. Czy to przez rzut z dystansu, czy też błyskawiczny wjazd pod kosz kończony lay-up’em, bądź też, taki jak ten, wsad.

 Pozostaje pytanie, czy żółtodziób poradzi sobie z silniejszymi graczami na pozycji numer dwa? Na dzień dzisiejszy nie, ale przy odpowiedniej marszrucie treningowej jak najbardziej. Chris Douglas – Roberts, podobnie jak Marcin Gortat, znalazł się w drugiej piątce najlepszych zawodników Ligi Letniej w Orlando.

 Na uwagę również zasługują: Mario Chalmers (Miami Heat), Joey Dorsey (Houston Rockets), Patrick Ewing Jr. (Sacramento Kings). Co nie oznacza, że pozostali zawodnicy są nie warc uwagi (zwłaszcza top prospect). Wszystko zależy od tego jak debiutanci ułożą się w swoich klubach, jak ich trenerzy nimi pokierują. Tak naprawdę to właśnie trenerzy będą decydować o tym, który z tych niżej rozstawionych zawodników otrzyma szanse wybicia się. Jak będzie, zobaczymy w nadchodzącym sezonie. Na koniec tradycyjnie, ciekawostka. Liga NCAA może niedługo stać się mało atrakcyjna. Brandon Jennings zrezygnował z gry w NCAA, a konkretniej University of Arizona, na rzecz gry w Europie. Jennings ma 18-ście lat a jak wiemy NBA wprowadziła przepis, mówiący o minimalnym wieku kandydatów w Drafcie. Jest to 19 lat, tak więc gwiazda szkół średnich musi poczekać rok. Tak więc działacze Prokomu, do dzieła! 🙂 (bądź też innego rodzimego klubu)

Hej młody junaku! (cz.3)

 Ostatnia cześć przeglądu pierwszej 14-stki draftu 2008 (cz.1 tutaj, cz.2 tutaj).

  #5 Memphis Grizzlies (do Minnesoty Timberwolves)

 Kevin Love (Forward)

 Kevin Love przybył do Minnesoty w ramach wymiany z Memphis Grizzlies. "Leśne wilki" w zamian za prawa do numeru trzy (O.J. Mayo) Marko Jarica, Antoine’a Walkera oraz Grega Bucknera, otrzymali piąty wybór (czyli właśnie Kevina Love’a) oraz Mike’a Millera, Briana Cardinala i Jasona Collinsa. Kevin McHale wybrał mądrze bo O.J. Mayo w Minnesocie może i byłby potrzebny, ale wiązałoby się to z ograniczeniem czasu gry Randy Foye’a oraz Corey’a Brewera. Dlatego zamiast obrońcy, pojawił się skrzydłowy. Love będzie dobrym wsparciem dla Ala Jeffersona. Siła fizyczna, obrona, determinacja to podstawowe atuty SF z UCLA, jednak do wad należą: brak szybkości, mały wachlarz zagrań podkoszowych oraz kłopoty z utrzymaniem odpowiedniej wagi ciała. Miejmy nadzieję, że ten wybór draftu nie będzie się snił po nocach kibicom Wolves.

 #4 Seattle SuperSonics

 Russel Westbrook (Guard)

  Kevin Durant szeroko się uśmiechnął, słysząc jak David Stern wymienia ekipę ze Seattle , jako nowy klub Russella Westbrooka. Jest to bezwątpienia jeden z najlepszych obrońców, wśród wszystkich draftowiczów. Na swoim drugim, i zarazem ostatnim, roku gry w NCAA Westbrook został wyróżniony nagrodą najlepszego obrońcy Konferencji Pac – 10. Jeśli chodzi o ofensywę Westbrook ma wiele do poprawienia, przede wszystkim rzuty osobiste oraz brak stabilnej formy "rzutowej". Kevin Durant, Jeff Green, Russel Westbrook, te nazwiska powinny być skandowane przez kilka najbliższych lat w Oklahoma City. Do ciekawostek należy fakt, że Sonics wybrali w tegorocznym drafcie aż pięciu zawodników.

 #3 Minnesota Timberwolves (do Memphis Grizzlies)

 O.J. Mayo (Guard)

 Zaraz po tym wyborze doszło do wspomnianego wcześniej transferu. Mayo powędrował do Grizzlies. Jeśli chodzi o zyski w salary cap, to ten transfer nie przyniósł żadnych zmian. Kontrakty Walkera oraz Bucknera są gwarantowane, odpowiednio do sezonu, 2010 – 11 oraz 2009 – 10. Wydawaćby się mogło, że Memphis szukać będą skrzydłowego, bo po stracie Pau Gasola w zeszłym sezonie, powstała dziura, którą trzeba było załatać. W międzyczasie Juan Carlos Navarro zawinął manatki, zostawiąc ekipę Grizzlies na lodzie. Memphis mieli twardy orzech do zgryzienia, bo dziury są dwie, a wybór jeden. Padło na Mayo i chyba dobrze, bo to chyba najbardziej przygotowany gracz do rozgrywek NBA. Można w tym przypadku zaryzykować stwierdzenie, że Mayo mógłby z biegu grać, z powodzeniem, w jakiejkolwiek ekipie. Mayo, Conley, Gay. Podobnie jak w Oklahomie, w Memphis te trzy nazwiska powinny być symbolem przyszłości. Już teraz podobno, ustawiają się kolejki po bilety sezonowe.

 #2 Miami Heat

 Michael Beasley (Forward)

 Moja koszulka Dwyane’a Wade’a powinna zostać aktualna przez kilka najbliższych lat, o ile Heat nie zmienią loga. Wybór Beasley’a uzależniony był od tego, jak wybiorą Bulls. Heat wybrali najlepszego freshmana roku (to i tak część nagród i wyróżnień jakie otrzymał Beasley) i wybór ten powinien się opłacić. 26.2 punkty oraz, grubo ponad, 12 zbiórek w każdym spotkaniu, takimi średnimi legitymował się "Beast" w Kansas State. Wade wrócił do zdrowia, Marion postanowił zostać jeszcze rok w Heat, także przyszłość "żarów" wydaje się być różowa. Z wyborami draftu wiadomo, różnie bywa, jednak powinno być zdecydowanie lepiej, niż w końcówce ubiegłego sezonu, gdzie na boisku były rezerwy z D – League. Pierwszy pełny trening Bestii skończył się pechowo. Beasley został trafiony łokciem, przez Anthony’ego Washingtona. Młoda gwiazda Heat trafiła do szpitala, jednak jak się później okazało to nic poważnego, jedynie lekkie uszkodzenie mostka. Nie powinno to mieć wpływu na grę Beasley’a, który jak sam przyznał padł ofiarą nieszczęśliwego wypadku. Zobaczymy…

 #1 Chicago Bulls

 Derrick Rose (Guard)

 Nie wiadomo dzięku czemu, może to Michael Jordan namaścił Bulls, ale Byki ostatnie lata w drafcie mają udane. Mam na myśli szczęście do losowania wysokich numerów w drafcie. Po raz ostatni z jedynką wybierali w 1999 roku a ich wyborem był Elton Brand. Po 9 latach znowu dostąpili zaszczytu wybierania jako pierwsi. Wzięli Derricka Rose’a z uczelni Memphis. Chłopak rodem z Chicago, jak większość zawodników z pierwszej czternastki draftu, spędził tylko rok na uczelni, po czym zdecydował się wziąć udział w drafcie. Powstaje pytanie, czy Bulls potrzebują tego zabójczo szybkiego point guarda? Wybór Rose’a wiąże się z pewnym przesiewem na pozycjach 1-2 w barwach Chicago. Kandydatem do wylotu jest bezwątpienia, Kirk Hinrich. Inny PG w składzie byków, Chris Duhon już odszedł, jego nowym klubem od nowego sezonu będą New York Knicks. Jeśli Rose dobrze wkomponuje się w grę z Benem Gordonem, który w końcu może grać tam gdzie lubi, czyli na "dwójce", Bulls powinni wrócić do Playoffs. Wszystko w rękach debiutującego w roli head coacha, Vinny’ego Del Negro.

 Także to na tyle. W ostatniej części tego cyklu, postaram się wam przedstawić sylwetki zawodników, którzy zostali wybrani z niższymi numerami, ale mogą lepiej wypaść niż nie jeden opisywany poniżej "junak"!