NBA is (prawie) back!

NBA wraca! Właściciele zespołów ligi dali władzom ligi zielone światło na realizację skomplikowanego i bezprecedensowego planu wznowienia rozgrywek 2019/20.

Pomysł władz NBA powoli staje się ciałem. Propozycja rozegrania reszty sezonu regularnego 2019/20 i Playoffs 2020 w Ośrodku Sportowo-Rekreacyjnym Walta Disneya (Walt Disney Resort) na Florydzie w 22-zespołowym składzie została przegłosowana na tak.  Z całej trzydziestki tylko władze Portland Trail Blazers były na nie. Blazers optowali za 20-zespołową wersją, która poprzez podział na grupy miała doprowadzić bezpośrednio do drugiej rundy playoffs.

Format rozgrywek jest nieco skomplikowany, ale w wielkim skrócie ma wyglądać następująco. Walt Disney Resort ma gościć 22. ekipy (13 z Zachodu i 9 ze Wschodu NBA). Każda z ekip ma rozegrać 8. spotkań, które mają służyć za końcówkę RS 2019/20. Ten symboliczny RS ma trwać 16 dni, codziennie ma być rozgrywane 5-6 spotkań. Każdy zespół ma rozegrać jedno back-2-back.

Jeśli tabela końcowa ułoży się tak, że pomiędzy zespołami z 8. i 9. miejsca w tabeli obu konferencji będzie równa lub mniejsza 4 GB (Games Behind, czyli różnica w rozegranych spotkaniach) odbędzie się dodatkowy turniej play-in, który w dwóch spotkaniach ma rozstrzygnąć, kto awansuje z ostatniego miejsca. Jedno zwycięstwo ósemki lub dwa zwycięstwa dziewiątki i rozpoczynają się gry posezonowe. Dlatego też do momentu wyklarowania się sytuacji w tabeli data startu PO 2020 jest nieznana.

O ile na Wschodzie sytuacja byłaby jasna, bo na 9. pozycji jest jedna drużyna — Washington Wizards. Natomiast na Zachodzie musiałby być konieczny tie-breaker zakończony rzutem monetą, bo Blazers, Pelicans i Kings mają -3,5 GB w stosunku do Memphis Grizzlies. Dodatkowo Spurs mają –4GB do Grizzlies.

Daty:
– rozpoczęcie obozów przygotowawczych – 30.06.2020

– pojawienie się wszystkich zespołów w Orlando – 07.07.2020

– pierwsze treningi na OSiR Walta Disneya w Orlando – 9-11.07.2020

– wznowienie rozgrywek 2019/20 – 31.07.2020

– loteria Draftu 2020- 25.08.2020

– ostatni mecz sezonu 2019/20 (Game 7 Finałów) – 12.10.2020

– Draft 2020 – 15.10.2020

– start rynku FA – 18.10.2020

Loteria Draftu odbędzie się klasycznie w gronie najgorszej czternastki sezonu regularnego. Osiem ekip z tej czternastki nie zagra w Orlando, sześć będzie walczyć o PO.

Przy okazji na jaw wyszły również ustalenia dotyczące startu sezonu 2020/21. 10.11.2020 (start obozów przygotowawczych) i 1.12.2020 (start sezonu 2020/21). Były oznaczone dopiskiem ruchome, jednak szefowa NBPA Michele Roberts miała nie kryć swojego zaskoczenia, słysząc o tak daleko idącej antycypacji w wykonaniu właścicieli zespołów NBA. Należy się spodziewać, że dojdzie do zmian dotyczących sezonu 2020/21.

W piątek NBPA zaakceptował propozycję NBA, dokładając swoje trzy grosze np. w kwestii pojawienia się rodzin zawodników w Orlando i badań na obecność COVID-19.

Jak to się skończy? Nie ma się co czarować. To może być najgorszy sezon, jaki widzieliśmy w ostatnich kilkunastu latach. Na razie nie zwrócimy na to uwagi, bo wszyscy z utęsknieniem czekają na rozstrzygnięcie mistrzostwa. Po jakimś czasie jednak może do nas dotrzeć, że to był dobry pomysł, ale głównie dla umów telewizyjnych i innych spraw związanych z finansami ligi. W końcu, jeśli liga gra, to zarabia. Kontrakty telewizyjne to tlen dla tak wielkiego „organizmu”.

Jednak pozostaję optymistą. Kto wie, czy podobnie jak w przypadku Meczu Gwiazd 2020 NBA przypadkiem nie wpadnie na „złoty środek”. Zwłaszcza w tak mocno dyskutowanej sprawie, jak konieczność zmian w ilości rozgrywanych spotkań w sezonie czy też kształcie gier posezonowych. Wszystko tak naprawdę zależy od sytuacji związanej z COVID-19 na Florydzie.

 

Świat Koszykówki jest sponsorowany przez szwajcarską markę Tissot – oficjalnego chronometrażystę ligi NBA!

#ThisIsYourTime #OfficialTimekeeeper

Mr. Superstat – Harvey Pollack

Kilka kliknięć i wiemy wszystko – tak wygląda obecny świat statystyk w NBA. Kilka sekund dłużej zajmuje dowiedzenie się, skąd, kiedy i w jaki sposób dany gracz zebrał piłkę czy też oddał niecelny rzut. Wyłuskanie zaawansowanych statystyk zajmuje maksymalnie minutę. Jednak kilkadziesiąt lat temu nie było to takie proste, a przede wszystkim nie tak popularne jak dziś. W znacznej mierze to zasługa bohatera drugiego wydania Świata koszykówki – Harveya Pollacka.

W pionierskich czasach NBA nikt specjalnie nie przywiązywał wagi do liczb i matematyki. Oczywiście kluby miały swoich ludzi, którzy zajmowali się statystykami, lecz były one traktowane po macoszemu. Wszystko do momentu, gdy powracający z frontu absolwent Temple University dostał szansę pracy w jednym z klubów ligi BAA.

Harvey Pollack od wczesnych lat interesował się koszykówką. Nie należał do ludzi obdarzonych szczególnym talentem do tego sportu, jednak robił, co mógł, żeby robić to, co kocha. Jak się później okazało występy w reprezentacji szkoły średniej Simon Gratz były największym osiągnięciem w jego karierze zawodnika. Po zdaniu matury Pollack postanowił kontynuować swoją edukację na Temple University. To właśnie na tej uczelni odkrył, że koszykówka skrywa wiele tajemnic i niekoniecznie trzeba być utalentowanym graczem, żeby je odkryć. Już na pierwszym roku Harvey postanowił powalczyć o angaż na stanowisko menadżera uczelnianej drużyny. Pracę tę otrzymał i jego głównym zajęciem podczas spotkań było czuwanie nad prawidłowym liczeniem wyniku meczu.

„To było proste, ale chciałem zrobić coś więcej i spytałem trenera, czy mogę liczyć nie tylko podstawowe statystyki. Zgodził się i zacząłem notować liczbę rzutów z gry, procent celnych rzutów z gry i rzutów osobistych, zbiórki, asysty, bloki itd. Teraz myślę, że właśnie ten moment zaważył nad tym, co chcę robić w życiu” – wspominał w 2002 roku Pollack.

Dzięki pracy Harveya Pollacka TU byli jedyną drużyną z tzw. Big 5 w NCAA, która zajmowała się zbieraniem i analizowaniem tego typu danych. Kierunek studiów Pollacka, czyli statystyka, znacznie ułatwiał pogodzenie nauki z pracą dla drużyny. Jednak po ukończeniu studiów kariera Pollacka musiała poczekać. Służba wojskowa podczas II wojny światowej zabrała mu niemal dwa lata, jednak prawie tydzień po wyjściu do cywila udało mu się dostać pracę w gazecie „Philadelphia Bulletin” na stanowisku dziennikarza sportowego. To dzięki tej pracy i kilku dorywczym zajęciom Pollack mógł rozpocząć studia magisterskie na Temple University, by z czasem dostać pracę statystyka w Big 5.

Podczas jednego z klasyków Big 5 odbywających się w Convetion Hall Pollack wpadł w oko Eddiemu Gottliebowi. Gottlieb był trenerem i głównym menadżerem Philadelphia Warriors w raczkującej lidze BAA. Pionier z zakresu budowy organizacji sportowej szukał innego pioniera na stanowisko statystyka i szefa kontaktu z mediami.

Gottlieb był znanym promotorem koszykówki w Philadelphii. Od 1917 roku jego South Philadelphia Hebrew Association było bardzo liczącą się organizacją na koszykarskiej mapie wschodniego wybrzeża USA. Po dwóch sezonach w American Basketball League Gottlieb wiedział, że Philadelphia ma olbrzymią szansę, by zaistnieć w koszykarskim świecie. Powstająca latem 1946 roku liga Basketball Association of America zapowiadała się lepiej niż ABL w swoich początkach. BAA miało być też lepszą alternatywą dla istniejącej już blisko dekadę National Basketball League.

Jednak aby ten projekt trwał jak najdłużej, Gottlieb potrzebował nie tylko dobrego składu, ale też solidnego zaplecza. Jedno z ogniw mających stworzyć potęgę stanowił Harvey Pollack. Początki nie były łatwe, bo koszykówka nie była jeszcze tak popularna jak teraz, ale nowy pracownik działu mediów Warriors nic sobie z tego nie robił i cały czas wchodził na wyższy poziom. Przez pierwsze dwa sezony Pollack dopracowywał do perfekcji protokoły meczowe i wrzucał coraz to nowe elementy do przed- i pomeczowych prezentacji. Wyglądało to trochę jak rzucanie pereł przed wieprze, bo nie aż tak popularna BAA dalej prowadziła nierówny bój z hokejem na lodzie chociażby w sferze wynajmu odpowiednich obiektów. To wyraźnie odbijało się na zainteresowaniu kibiców. Mimo wszystkich trudności Warriors zdobyli mistrzostwo w sezonie inauguracyjnym, w drugim przegrali w finałach.

W 1949 roku Pollack stanął przed nowym wyzwaniem. BAA i NBL połączyły się w National Basketball Association. Nowa organizacja miała przejąć historię BAA, dlatego też za datę rozegrania pierwszego meczu NBA bierze się pierwsze spotkanie ligi BAA, czyli Huskies vs Knicks. To była dla Pollacka doskonała okazja do rozwinięcia skrzydeł, co z czasem zaowocowało awansem na szefa działu mediów. Dzięki niemu sztab statystyków urósł do kilkunastu osób.

Blisko dekadę później w Warriors pojawił się Wilt Chamberlain i Pollack czuł się jak dziecko w sklepie z zabawkami. Występy Wilta pozwoliły usprawnić niektóre kategorie statystyczne lub wprowadzić nowe, a przede wszystkim oglądać jednego z najlepszych koszykarzy w historii. Pollack był odpowiedzialny m.in. za tworzenie tzw. play-by-play w legendarnym występie „Szczudła”. To właśnie Pollack jest pomysłodawcą fotografii, na której Wilt trzyma kartkę papieru z napisem „100”.

Gottlieb sprzedał Warriors w 1962 roku, a drużyna przeniosła się do San Francisco (w 1971 roku zespół zmienił nazwę na Golden State Warriors i przeprowadził się do Oakland). Pollack dostał propozycję, by pójść za drużyną, jednak postanowił pozostać w Filadelfii. Rok później dwóch szkolnych kolegów z Południowej Filadelfii, Irv Koslof i Ike Richman, postanowiło wykorzystać nadarzającą się okazję i kupiło Syracuse Nationals, by natychmiast przenieść ten klub do Filadelfii. Tak powstało Philadelphia 76ers.

Pollack bardzo szybko wszedł w struktury klubu i organizował stale powiększający się sztab trenerski. Jego praca została oficjalnie doceniona dopiero na początku lat 70., kiedy to NBA postanowiła wprowadzić do swoich statystyk zbiórkę w obronie i ataku, przechwyt i blok. Nikt nigdy tego dokładnie nie dokumentował, jednak jak twierdzi wielu, to zasługa pracy Harveya. Pollack liczył w swoich statystykach wszystkie te kategorie od dawna. Dla przykładu – podział zbiórek na ofensywne i defensywne zrobił już w latach 40.

W kolejnych latach Pollack dalej dzielił pracę mediowca i naczelnego statystyka Sixers. Jego Harvey Pollack’s NBA Statistical Yearbook, który miał być klubowym eksperymentem, stał się standardem wśród tego typu opracowań. Początkowo praca miała 24 strony obejmujące główne dane historyczne drużyny oraz wszystko na temat obecnego składu. Po kilku latach pojawiły się dane dotyczące zespołów z NBA i trudno było zamknąć cały materiał w jednym pokaźnym tomisku.

W 1987 roku Harvey dostał posadę szefa departamentu statystycznego 76ers i poświęcił się bez reszty koszykarskiej matematyce. Do zespołu statystyków dołączył oczywiście jego syn Ron, który już od lat pracował z ojcem, oraz wnuk Brian. W tym samym czasie Pollack wraz z częścią swojej załogi z 76ers zaczął zajmować się obsługą statystyczną drużyn futbolowych i koszykarskich na kilku uczelniach w USA, również na swojej Alma Mater – Temple University. Pollack pracował również dla Baltimore Colts (NFL).

Pomimo zaawansowanego wieku Pollack był aktywny praktycznie do dnia swojej śmierci. Ostatniego dnia 2014 roku uległ wypadkowi samochodowemu. Obrażenia były na tyle poważne, że po wielu operacjach jego stan był wciąż krytyczny. 23 czerwca 2015 roku władze Sixers powiadomiły opinię publiczną o śmierci Pollacka.

Pollack stworzył podwaliny tego, co dziś nazywamy zaawansowanymi statystykami. Ten zbiór liczb ubranych w przeróżne algorytmy to nie tylko matematyczna błyskotka służąca do udowodnienia, kto jest lepszy lub gorszy w danym aspekcie gry, lecz także bardzo skuteczny sposób na ocenę zawodnika i znalezienie jego mocnych i słabych stron. Pollack interesował się również innymi dyscyplinami, np. z hokeja zapożyczył współczynnik +/- dla graczy przebywających na parkiecie. Ze względu na Larry’ego Browna wprowadził +/- dla wszystkich zawodników.

To dzięki jego wizji świat matematycznej analizy tego sportu zmienił się nie do poznania. Polak przez prawie 70 lat sprawował funkcję kronikarza NBA, biorąc aktywny udział w usprawnianiu matematycznej strony koszykówki. A co najważniejsze, był świadkiem narodzin najlepszej ligi świata.

Nie ma chyba lepszego podsumowania kariery Harveya Pollacka niż wypowiedź Scotta O’Neila (CEO 76ers) w dniu, w którym dowiedział się o jego śmierci: „On nigdy nie był zawodnikiem, ale jest w gronie osób, które zmieniły NBA, jak również postrzeganie koszykówki. On dosłownie odkrył ten sport na nowo!”.

Tekst ukazał się w magazynie Magic Basketball . Publikacja za zgodą redakcji.

Vince Boryla – Pierwszy czy nie?

Podczas wyprawy do Paryża udało mi się porozmawiać z kilkoma ciekawymi postaciami bezpośrednio związanymi z NBA. Wśród nich był Kiki VanDeWeghe (wiceprezydent ds. operacji koszykarskich w NBA a.k.a. człowiek od kar w NBA), które udało mi się zaczepić w korytarzu wiodącym na parkiet hali AccorHotels Arena. Dosłownie kilka minut przed pierwszym gwizdkiem Bucks – Hornets ucięliśmy sobie małą pogawędkę.

Tematem przewodnim rozmowy były oczywiście sprawy teraźniejsze, tj. jak to jest wlepiać kary graczom NBA, z którymi nie do końca Kiki prywatnie się zgadza. Jak powiedział z uśmiechem na ustach, taryfikator ustala ten facet w okularach”. Kiki tylko wprowadza go w życie.

Zagaiłem również na temat GM Nuggets polskiego pochodzenia Vince’a Boryla, który wytransferował Kiki’ego VanDeWeghe do Portland Trail Blazers. Spytałem, jak wspomina on tamto wydarzenie, które wtedy wydawało się karkołomnym błędem. W odpowiedzi usłyszałem:

Bolało, ale patrząc na to z perspektywy czasu, był to świetny ruch. Dla Nuggets to dalej wspominana postać”

VanDeWeghe spytał mnie, jak wygląda pamięć o VB w Polsce. Odpowiedziałem, że jest. Nie chciałem już wspominać, że jestem autorem prawdopodobnie pierwszego materiału o VB. Zero chwalenia się, ale to wielka szkoda, że postać, być może pierwszego Polaka w NBA w dodatku grającego w pierwszym meczu gwiazd jest nie tyle, co zapomniana, co nieznana. Dlatego zapraszam do lektury!

Vince Boryla – drugi Polak w NBA?

źródło: Denver Post

Latem 2013 roku najgorętszym newsem w Polsce związanym z NBA była informacja o zatrudnieniu Rafała Jucia na stanowisku międzynarodowego skauta Denver Nuggets. Rafał został najmłodszym skautem w historii NBA i do dziś pracuje dla drużyny. Nie jest jednak pierwszą osobą z polskim rodowodem związaną z Samorodkami z Kolorado.

Wincent Józef Boryla urodził się 11 marca 1927 roku w East Chicago w stanie Indiana. Od najmłodszych lat przejawiał wiele sportowych zainteresowań, jednak koszykówka była jego ulubioną dyscypliną. Członkowie rodziny nawet żartowali, że to efekt doskonałego połączenia genów rodziców. Vincent Stanley Boryla zajmował się murarstwem i delikatnie mówiąc, był słusznej postury – dysponował siłą fizyczną wyrobioną przez lata pracy w zawodzie. Matka chwytała się każdego zajęcia, które wspomogłoby domowy budżet. Taka mieszanka genów zapowiadała świetnego sportowca.
Ta przepowiednia zaczęła się realizować już w Washington High School, w której Boryla grał znaczącą rolę. Jego występy dla lokalnych Senators zagwarantowały mu spore zainteresowanie ze strony szkół wyższych. Wybrał Notre Dame, w której jako debiutant został rekordzistą w kategorii zdobytych punktów w historii programu. Jego występy przerwała służba wojskowa, jednak to właśnie tam zakochał się w Kolorado.

W latach 1946–48 Boryla służył w siłach powietrznych USA i stacjonował w bazie Lowry Field w Denver. Podczas swojego pobytu w wojsku został członkiem Denver Nuggets, którzy występowali w Amateur Athletic Union jako 100-procentowi amatorzy (zawodnicy pracowali dla firm sponsorujących drużyny lub pracowali na etat, grając w wolnym czasie). Nuggets z Borylą, Ace’em Gruenigiem i grającym trenerem Jackiem McCrackenem szybko stali się diamentem amatorskiego sportu. Jak twierdzą lokalni historycy, to właśnie ci niezawodowi Nuggets z lat 1946–50 powinni być traktowani jako protoplaści dzisiejszego klubu.

Po zakończeniu służby wojskowej rodzice starali się wywrzeć na synu presję, by powrócił do rodzinnego stanu. Wspomagała ich w tym uczelnia Notre Dame, która wysyłała listy przypominające o powrocie na studia. Boryla nie chciał sprawiać nikomu przykrości, a na pewno nie rodzicom, ale Kolorado stanowiło dla niego błyszczący samorodek koszykówki. Dla Vince’a wybranie go do kadry USA na igrzyska olimpijskie w Londynie było zatem niczym zbawienie – pozwoliło uciec od presji i bardziej zastanowić się nad swoją przyszłością. USA wygrały turniej koszykówki bez najmniejszych problemów, z Londynu przywiozły złoty medal.

Kilka tygodni później Vince zdecydował, że pozostanie w Kolorado, i zapisał się na University of Denver, w którym pokazał znaczny progres w porównaniu z jego i tak niezłymi występami w Notre Dame. Notujący prawie 19 punktów na mecz „Vinnie” został wybrany do najlepszej piątki graczy uniwersyteckich w 1949 roku. Jego rzut z dystansu był bardzo dobry, a leworęczny hak – nie do zatrzymania. Boryla już w szkole średniej zauważył, że więksi obrońcy i gracze dysponujący większym zasięgiem ramion mają potężny problem, by zablokować taki rzut. Wówczas zawodnik o wzroście 196 centymetrów, który opanował takie zagranie, był jak Stephen Curry w gazie rzucający 15 celnych trójek z 10. metra. Gracze pokroju George’a Mikana byli rzadkością i z marszu dominowali przeciwników.

Tuż po zakończeniu studiów Boryla starał się o angaż w ABA, jednak nie został wskazany w drafcie. Wszyscy jego koledzy z NCAA zostali wybrani, a na liście 75 zawodników nigdzie nie widniało jego nazwisko. Dopiero kilka dni po zakończeniu draftu Boryla dostał kontrakt w New York Knicks.

(Tutaj warto wspomnieć o innym polskim akcencie. Nasz pierwszy Polak w NBA, czyli Lee Knorek, oficjalnie zakończył swoją grę w barwach Knicks 8 grudnia 1949 roku, kiedy to klub sprzedał go do Baltimore. Knorek rozegrał w Bullets mecz i został podejrzany o symulowanie kontuzji. Postać Vince’a Boryli doskonale pasuje jako kontynuacja polskiej karty historii w annałach NBA).

Boryla był jednym z pięciu debiutantów występujących w barwach NYK. Szybko wkomponował się w plan ofensywny trenera Joe Lapchika. Teraz powiedzielibyśmy, że ówczesne Knicks to plusowa drużyna, która ma dobry balans ataku z obroną. Plan Lapchika zmusił Borylę do zmiany pozycji, co wzbudziło wiele obaw. To w polu trzech sekund Boryla czuł się najlepiej, to tam zaskakiwał przeciwnika swoim kąśliwym hakiem z lewej ręki.

Jednak ta zmiana wyszła naszemu rodakowi na dobre. Boryla stał się ważnym trybem w maszynie trenera Lapchika. Dzięki swojej sile fizycznej i nieustępliwości w walce na zbiórce zyskał przezwisko „Moose”. VB rozegrał w sumie pięć sezonów w Knicks – zagrał w pierwszym meczu gwiazd NBA (1951) oraz wystąpił w dwóch finałach NBA (1951, 1953). Jego kariera dobiegła końca w 1954 roku za sprawą kontuzji lewego nadgarstka.

źródło: NBA History @ Twitter

Rok później Boryla chciał spróbować swoich sił jako trener i został głównym szkoleniowcem Knicks. Niestety w ciągu trzech sezonów pracy drużyna nie awansowała do play-offów. Po 165 spotkaniach Boryla zrezygnował z funkcji trenera.

„Czułem, że jako generalny menadżer mogłem spełnić się bardziej niż jako trener. Może to przez mój wiek, bo miałem wtedy dopiero 29 lat. Jeszcze jako zawodnik Knicks przewidywałem, że to jest rzecz, w której będę czuł się najlepiej. To trochę jak z moim hakiem, nad którym pracowałem latami. Wiedziałem, że będzie to mój największy atut, jeśli doprowadzę go do perfekcji. To samo dotyczyło wizji budowania organizacji” – wspominał Boryla w wywiadzie dla „Denver Post” w 2012 roku.
Pierwszą miejscem pracy Boryli była (oczywiście) organizacja New York Knicks. Ten krótki epizod pozostawił wątpliwości co do umiejętności VB. To spowodowało, że wycofał się z zawodowej koszykówki. Swoje marzenia o budowaniu idealnej organizacji przeniósł na biznes i po ucieczce z Nowego Jorku do Kolorado stał się prominentnym biznesmenem wspierającym na odległość koszykówkę w Denver.

Jednak ciągnie wilka do lasu. W maju 1984 roku Vince Boryla otrzymał posadę generalnego menadżera Denver Nuggets. Część opinii publicznej spodziewała się podobnego rozwoju spraw jak ponad 20 lat wcześniej, ale sukces w biznesie prowokował pytanie: „A co, jeśli ten facet się czegoś nauczył?”.

Nie tylko nauczył się, ale również przestał być ostrożny i zachowawczy. Ta szkoła ryzyka na pewno wzięła się z biznesu. Jego pierwszą decyzją po objęciu funkcji był głośny transfer z Blazers, który początkowo podawał w wątpliwość rozsądek nowego menadżera Nuggets. Gwiazda Samorodków, Kiki Vandeweghe, została oddana za Wayne’a Coopera, Fata Levera, Calvina Natta i dwa wybory w draftach 1984 i 1985.

Vandeweghe (obecnie wiceprezydent do spraw koszykarskich NBA) był wtedy po czterech sezonach w lidze i po raz drugi z rzędu został wybrany do Meczu Gwiazd. Rozgrywał swój najlepszy sezon w karierze, więc grupa nowo przybyłych graczy miała nigdy nie dać drużynie tyle, ile dawał Kiki. Stało się inaczej. Kiki grał dobrze, jednak nie był to ten poziom. Po trzech sezonach Blazers oddali go do Knicks.

źródło: New York Times

Cooper, Lever i Natt stali się najważniejszymi czynnikami w tzw. drugiej złotej erze Nuggets. W pierwszym sezonie po głośnej wymianie wygrali 52 mecze i przeszli przez play-offy jak burza. Ich sny o finale NBA przekreślili Los Angeles Lakers.

Boryla za swój wręcz kaskaderski wyczyn w sezonie 1984/85 otrzymał nagrodę Executive of the Year. Pokazało to, jak bardzo w ocenie jego poczynań mylili się ówcześni eksperci. A trzeba wspomnieć, że poprzeczka po poprzednim GM-ie Nuggets (Carlu Sheerze) była zawieszona naprawdę wysoko. Nie tylko w kontekście ludzi, ale również sposobu pracy, które za czasów Boryli zmieniły się o 180 stopni.

Współpraca z Nuggets trwała do 1987 roku. VB opuścił stanowisko i nie wrócił już do pracy w żadnej organizacji. Biuro w McNichols Sports Arena zamienił na stare śmiecie, czyli handel nieruchomościami. Po cichu dalej udzielał się jako mecenas sportu w Kolorado.

Vince Boryla zmarł 27 marca 2016 roku. Miał 89 lat.|

Tekst ukazał się w magazynie Magic Basketball (#3). Publikacja za zgodą redakcji.

12. urodziny Świata Koszykówki!

Aż trudno w to uwierzyć, ale ten blog ma już dwanaście lat! Kawał czasu prawda?

Nie chcę się rozwodzić na temat tego, co przez ten czas wydarzyło się w NBA czy też ogólnie koszykówce. Pozostawię sobie tą przyjemność na bardziej „okrągłą” rocznicę Świata Koszykówki.  Jednak chciałbym cofnąć się do 2007 roku i sprawdzić co wtedy działo się w najlepszej lidze świata. Przynajmniej „w okolicach” daty pierwszego wpisu, czyli startu playoffs i zakończenia sezonu 2006/2007.

– Tytuł NBA zdobyli San Antonio Spurs, którzy dokopali Cleveland Cavaliers w czterech meczach. Był to pierwszy Finał LeBrona Jamesa w karierze,

– Tytuł MVP trafił w ręce Dirka Nowitzkiego, którego Mavericks byli najlepszą drużyną po sezonie zasadniczym (67 – 15 rekord organizacji). W pierwszej rundzie PO Golden State Warriors odprawili z kwitkiem Mavericks, sprawiając jedno z największych rozczarowań w historii. Wsad Barona Davisa był alegorią tej serii, Tak przy okazji był to wtedy pierwszy awans Warriors do playoffs po trzynastu latach przerwy,

– Carlos Boozer został po raz pierwszy wybrany do Meczu Gwiazd, jednak z powodu kontuzji nie mógł wziąć udziału w ASG,

– Najlepszym debiutantem sezonu 2006/07 został wybrany z szóstym numerem w Drafcie 2006 Brandon Roy z Portland Trail Blazers. W tym samym Drafcie z „jedynką” Raptors wybrali A. Bargnaniego

– Po monotonnym finale wszystkie oczy przeniosły się na graczy zgłoszonych do draftu. 19-letni Kevin Durant nie wycisnął nic na „ławeczce” podczas Draft Combine i wszyscy uwierzyli w to, że to Greg Oden jest przyszłością tej ligi,

– Seattle SuperSonics rozegrali swój przedostatni sezon w NBA,

– Toronto Raptors rozegrali swój dwunasty sezon w NBA i wygrali po raz pierwszy w swojej historii dywizję,

– Marcin Gortat rozegrał swój ostatni sezon w Europie,

– Sezon regularny 2006/07 był pierwszym w historii, w którym przekroczono barierę śr. 6 celnych trójek na mecz (6.1 3ptM). To samo dotyczyło rzutów oddanych (16.9 3ptA).  Ten sezon był również rekordowy jeśli chodzi o średnią ilość strat. 15.1 TO na mecz to najgorszy wynik w XXI wieku,

– Los Angeles Lakers byli w playoffs.

– Bryan Colangelo (Toronto Raptors) otrzymał nagrodę Executive of The Year,

12 lat temu działał również Blox.pl. Pisałem o tym przy okazji pożegnania z tą platformą. „Umarł Król, niech żyje Król”. Czas na kolejne urodziny, pierwsze na „własnych śmiechach”!

Żegnaj bloxie!


W najbliższy poniedziałek z internetu zniknie jeden z (ostatnich) pierwszych serwisów blogowych w Polsce. Wielokrotnie wspominałem w Przerwie Na Żądanie EXTRA czy Podcaście Specjalnym o tym jak zaczęła się moja przygoda z „pisaniem o koszykówce”.

Przez te wszystkie lata, a dokładnie 12 lat, wiele się zmieniło. Zdążyłem zaliczyć chyba wszystkie stopnie wtajemniczenia w tym sporcie, jednak nigdy nie zapomniałem o tym, co dało mi kopa w tej branży.

Dlatego zamiast opłakiwania daty 29.04.2019 będę zawsze pamiętał o 03.05.2007! To właśnie wtedy Świat Koszykówki opublikował pierwszy wpis. Jednocześnie otwierając nowy rozdział mojego „małżeństwa” z koszykówką.

Dołączenie do kultowego zawszepopierwsze, pojawianie się w szeroko pojętych mediach sportowych w piśmie i słowie, pisanie i współtworzenie MVP Magazynu, występy w Przerwie Na Żądanie, stworzenie Podcastu Specjalnego czy nawet moja aktywność trenerska i skautingowa – to tylko małe résumé

Nie wspominając już o imprezach, na których miałem przyjemność być czy też brać w nich udział – m.in. NBA, kadra polski czy granie w jednej drużynie z Marcinem Gortatem podczas turnieju koszykówki sponsorowanego przez Right Guard. To była doskonała okazja do zbliżenia się do wielkiej koszykówki i zawarcia wielu ciekawych znajomości, które trwają do dziś. Ten czas to też praktycznie niekończąca się nauka tego, czym tak naprawdę jest ten sport i co w nim najważniejsze. Z punktu widzenia trenera nie ma lepszej okazji do obserwacji i nauki.

To wszystko to konsekwencja powstania tego bloga. No i rzecz jasna ludzi, którzy stanęli na mojej drodze i wspierali moje działania. W zasadzie bez Was nie byłoby kilku punktów na tej liście osiągnięć.

Wielkie dzięki!

Lecz nie ma co płakać. Świat Koszykówki idzie na swoje!

Dlatego pragnę wszystkich zaprosić pod nowy adres ŚK -> swiatkoszykowki.com. Nowy adres będzie aktywny 29.04 do południa!

PS. Szacunek dla tych, co przeczytali ten wpis pod nowym adresem <3
PS2. Uwagi dotyczące nowej szaty graficzne/ustawienia strony zawsze mile widziane!